Viva Italia! Au Pair i wloskie wakacje w Apulii
Viva Italia! Au Pair i wloskie wakacje w Apulii
Siedzę przy stole. Przede mną laptop i kawa zaparzona we włoskiej mocce, wokół mnie szumiący las. W ciągu pięciu minut mogę znaleźć się albo na placu basenów, albo na malowniczej plaży. Dziś wybieram jednak czytanie książek i pisanie długich listów. Po dwóch miesiącach spędzonych w Apulii, na obcasie włoskiego buta, czuję się tu jak w domu.
Au-pairing z założenia polega na pracy w charakterze opiekunki do dzieci. Moi gospodarze mają jednak inną koncepcję tego wyjazdu: zostałam zaproszona jako gość z zagranicy, “przyjaciółka”, “siostra” czterech uroczych dziewczyn. Najstarsza jest starsza ode mnie i doskonale dogadujemy się nie tylko dlatego, że świetnie zna angielski. Najmłodsza, dziesięciolatka, ogrywa mnie w szachy, w które dopiero co nauczyłam ją grać. Choć przywiozłam dla niej ponad dwadzieścia filmów Disneya, oglądamy w kółko nasze dwa ulubione: “Krainę Lodu” i “Zaplątanych”, oczywiście po angielsku. Pozostałe dwie dziewczyny są dojrzałymi nastolatkami, a jedna z nich pracuje już jako profesjonalna modelka: Na moich oczach wygrywa lokalne wybory miss i prezentuje na wybiegach suknie uznanych projektantów. Pani domu pełni urząd wice-prezydent regionu; pan domu, inżynier i nauczyciel z zawodu, cieszy się wakacjami od szkoły.

Rodzinny dom znajduje się w Lecce, przepięknym mieście mniej więcej w centrum półwyspu. Przez cały lipiec mieszkaliśmy jednak w domku wynajętym w Gallipoli, na zachodnim wybrzeżu Apulii, pięć minut od najpiękniejszej plaży na świecie. Całymi dniami kąpaliśmy się w krystalicznie czystej wodzie, wygrzewaliśmy na złotych piaskach i zajadaliśmy fantastycznym jedzeniem w eleganckim plażowym barze. Pani Capone pracowała zwykle całymi dniami i dojeżdżała do nas dopiero późnym wieczorem; za to pan Romano był z nami przez cały czas, a jako wyjątkowo towarzyski i czarujący człowiek wciąż spotykał starych znajomych i zdobywał sobie nowych, włącznie z właścicielami baru. Kawa? Lody? Fantazyjne tace owoców? Płyta CD z całą (doskonałą!) playlistą DJa? Leżak w cieniu, leżak na słońcu? Nessun problema! Rozmawialiśmy, pluskaliśmy się razem w wodzie, spracerowaliśmy wzdłuż plaży, budowaliśmy zamki z piasku. Celebrowaliśmy każdy posiłek, lunch jedliśmy zawsze wszyscy razem. Dziewczyny okazały się jednak wyjątkowo samowystarczalne. Miałam wystarczająco dużo czasu, by na wygodnych fotelach i leżakach przeczytać kilka obszernych e-booków, za które zabierałam się od lat.

Na cały sierpień przenieśliśmy się do San Cataldo na wschodnim wybrzeżu. Zajmujemy apartament w resorcie Campoverde, “wiosce” zatopionej w lesie, z hotelem, domkami, barem, sklepem, basenami i amfiteatrem. W ośrodku pracuje sztab animatorów, którzy przez cały dzień zabawiają gości, a wieczorami organizują imprezy w barze. Moi gospodarze spędzają tu część wakacji już czwarty raz, więc młodsze dziewczynki mają znajomych, którzy, tak jak one, odwiedzają Campoverde regularnie. Łatwo domyślić się, że animatorzy i przyjaciele stanowią poważną konkurencję dla au-pair. Nie jest wcale łatwo przytrzymać “moje” dziewczyny przy angielskim! Zdecydowanie bardziej łączy nas wspólne rysowanie, zabawy teatralne i Disney. Za to codziennie rano udzielam lekcji angielskiego bardzo zdolnej i równie zdeterminowanej pani prezydent, która nareszcie doczekała się kilku tygodni wolnego od codziennej pracy w gabinecie. Staram się jak najaktywniej zabawiać gospodarzy, ale i tak przez większość czasu w Campoverde jestem zdana na siebie, co przełożyło się na lekturę kilku kolejnych książek, kilka rysunków, ułożenie tysiąca puzzli w mapę Oksfordu i intensywną naukę języka włoskiego.

Należy tu jednak podkreślić, że wcale nie spędzamy w Campoverde zbyt wiele czasu. Zarówno domek w Gallipoli, jak i obecny apartament to zaledwie bazy do spania. Całodniowe wycieczki to standard, ale przede wszystkim wyjeżdżamy w przeróżne miejsca niemal każdego wieczoru. Trasa samochodem trwa zwykle od pół do półtora godziny w jedną stronę i często nie wiem nawet, dokąd właściwie się wybieramy, ale gdy już docieramy na miejsce, zawsze jest surrealistycznie pięknie. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy byłam na niezliczonych inauguracjach, bankietach, degustacjach, koncertach, festiwalach, rodzinnych spotkaniach i zamkniętych imprezach. Do moich ulubionych wieczorów należy wystawny bankiet z koncertem jazzowym w marinie w Bari z okazji przyznania jej międzynarodowych pięciu gwiazdek. Świetnie bawiłam się w restauracji urządzonej w XIII-wiecznym zamku, do której wybraliśmy się z nowymi znajomymi “z plaży”. Zapamiętam na długo wielką imprezę urodzinową naszej 18-latki, zorganizowaną w egzotycznym SPA, z udziałem kilkudziesięciu znajomych i członków rodziny. Z kolei znajomy prawnik, były praktykant pani Capone, zorganizował własne przyjęcie urodzinowe w przepięknym ogrodzie swojego klienta i przyjaciela - słynnego piosenkarza. Po wspaniałej kolacji przez pół nocy tańczyłam dubstep, a dziewczyny zachwycały się sportowcami i aktorami, którzy wyróżniali się w tłumie jak rodzynki w torcie. Zresztą wiele innych ogrodów, kolacji, spotkań również zaparło mi dech. Jedzenie jest zawsze wyśmienite, pogoda łagodna, a włoski optymizm i radość życia wiszą w powietrzu. Na wielu publicznych wydarzeniach Pani Capone wygłasza przemówienia, przecina wstęgi, a przede wszystkim rozmawia z niezliczoną ilością osób, z wielką dumą przedstawiając wszystkim swoją rodzinę i au-pair. Jej nieopisana charyzma i sukcesy niezmiennie robią na mnie wielkie wrażenie, a przy tym to wyjątkowo ciepła, serdeczna i pogodna osoba.

Te bajkowe, niezwykle przyjemne i inspirujące przygody mają dla mnie szczególną wartość ze względu na język. Zaczęłam uczyć się włoskiego rok temu i na intensywnym kursie przerobiłam co prawda niemal całą gramatykę, ale brakowało mi praktyki. Dopiero w Apulii nauczyłam się myśleć po włosku: ułożyłam sobie w głowie zagadnienia gramatyczne i wytrwale je ćwiczę, uporządkowałam i rozszerzyłam słownictwo, bez przerwy osłuchuję się z czarującym włoskim akcentem. Pan Romano nie zna angielskiego niemal wcale, z młodszymi dziewczynami wciąż można skutecznie porozumieć się tylko po włosku. Po kilku tygodniach bardzo przyjemnie jest nagle zorientować się, że rozumiem żarciki konferansjerów, płomienne przemówienia lokalnych polityków, fragmenty piosenek; wyłapuję główne wątki z artykułów w prasie, książek i rozmów między członkami rodziny. Żadna szkoła językowa, żaden kurs nie mogą równać się z przebywaniem wśród native speakerów.

Moim wielkim marzeniem jest przeprowadzka do Włoch na stałe. Przez ostatnie dwa lata studiowałam teatr w Szkocji, ale postanowiłam zrobić roczną przerwę od uczelni i spędzić ten czas w swoim wymarzonym mieście, Mediolanie. Miałam nadzieję, że Summer Au Pairing zapewni mi trening włoskiego i kontakt z Włochami, którzy pomogliby mi samodzielnie zakotwiczyć się we Włoszech: znaleźć mieszkanie, zaangażować się w wolontariat lub staż. Po kilku tygodniach musiałam jednak stwierdzić, że Au Pairing nie jest trampoliną, lecz basenem. Z Campoverde złożyłam ponowną aplikację i w ciągu zaledwie kilku dni podpisałam kolejny kontrakt z fantastyczną Rodziną z Mediolanu. Jadę tam pociągiem prosto z Lecce, już za kilka dni. Moja włoska przygoda się nie kończy - to zaledwie jej wstęp.
Pozdrawiam
Olga Osuchowska


    tel.: +48 022 323 63 35
    tel.: +48 022 828 31 34
    
 

adres: ul. WARECKA 8/46
(metro Nowy Świat)
00- 040 Warszawa
biuro czynne: pon.- pt. - 9.00 -17.00


email: biuro@prowork.com.pl
skype: prowork_aupair